|
To wcale nie jest pamiętnik, czyli o subiektywnym postrzeganiu oraz pluciu i łapaniu.
Blog > Komentarze do wpisu
Bez asekuracji, czyli czy warto iść na żywioł
Zawsze miałem dylemat, czy robić coś dzikiego i żałować potem konsekwencji, czy wręcz przeciwnie, powstrzymać się od robienia tego czegoś i potem gryźć poduszkę zastanawiając się, co by było gdyby. Oczywiście na pierwszy rzut oka odpowiedź jest wiadoma. Przecież oczywistym jest, że fajniej jest żałować i mieć jakieś wpomnienia po czymś co się zrobiło, niż tylko żałować. Zawsze mi to powtarzno, i ja zawsze powtarzałem to innym. Wszystko fajnie. Ale czasem jest tak, że to co można stracić, jest warte dużo więcej, niż to co można zyskać. I tu zaczyna się problem. Mąż rodziny pragnący bliskości pięknej nieznajomej zyskać może chwilę przygody, a stracić to co budował przez lata. Dyrektor funduszu powierniczego może zaryzykować kupno akcji niepewnej firmy rokującej duże zyski. Wygrać może mnóstwo kasy, stracić stanowisko. Lekarz stosujący nową metodę leczenia, może odnieść niesamowite efekty, albo być oskarżony o eksperymenty na pacjentach. Wymieniać tak możnaby w nieskończoność. Mogłoby się wydawać, że gdy stawka jest tak duża, a wygrana niewielka, zdrowo myślący człowiek zrezygnuje. W końcu kto postawiłby 10.000, żeby wygrać 100 złotych? Oczywiste? Otóż nie, przecież właśnie w takich proporcjach obstawia niewierny mąż. Co więc kieruje takimi spontanicznymi decyzjami? Co kierowało ludźmi, którzy rzucając cały swój majątek i wszystko co mieli przeprowadzali się szukając lepszego życia w nowym świecie płynąc w nieznane? Dlaczego ludzie stawiają fortunę na jedną cyferkę licząc na to, że mała, srebrna kulka zatrzyma się właśnie na niej? Co skłania ludzi do podejmowania ryzykownych decyzji, przez które może zmienić się całe ich życie? Dlaczego mając świadomość tego jak wiele ryzykujemy, rzucamy wszystko na jedną szalę zdesperowani zupełnie tak, jakbyśmy postanowili skoczyć bez spadochronu, bo przecież są szanse przeżycia? Może to potrzeba doświadczenia adrenaliny płynącej przez żyły sprawia, że decydujemy się czasem w życiu na wyczyny porównywalne do pływania w jednej klatce z rekinami? Może to chęć doświadczenia przygody życia powoduje, że niewierny małżonek zatraca się w wirtualnej rzeczywistości, która z regóły okazuje się zgubna. Co ciekawe podejmując większość takich ryzykownych decyzji doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, jak wielkie jest prawdopodobieństwo niepowodzenia. A jednak gramy dalej. Może powodem, dla którego nawet dorośli ludzie gnają przez całą Polskę, by poznać "miłość swojego życia" poznaną na gg, czacie, forum, czy w jakikolwiek inny wirtualny sposób, jest wiara w to, że najzwyczajniej w świecie się uda? W końcu kiedyś musi się udać prawda? Pytanie tylko, czy obstawiana stawka jest warta tego co obstawiamy. Czy chwile adrenaliny są warte godzin rwania włosów z głowy i powtarzania sobie w kółko zdania "Jak ja mogłem być taki głupi"? Jak kiedyś powiedział ktoś mądry "żeby wygrać trzeba grać". Zatem zgodnie z morałem kawału o Jahwe i żydzie który pomstował nie wygrawszy nigdy nic na loterii, dam szansę losowi i zagram. I tak właśnie patrzę na dzień jutrzejszy i to co przyniesie. Ciekawe czy pożałuję. Ale przecież nawet dziecko wie, że lepiej żałować czegoś co się zrobiło, niż tego, że się tego nie zrobiło...piątek, 24 marca 2006, idealnie_pomaranczowy
Komentarze
druginick
2006/03/24 08:58:36
moze czlowiek i cma wspolny genotyp maja?
2006/03/24 10:42:39
wiesz, z tym ryzykiem to róznie bywa.
mnie się wydaje, że zby np. podejmowac ryzyko stawiania na szali całego majątku, pchac rekinowi pod mordę czy zjeżdżać na nartach po skałkach to trzeba dysponowac czyms w sobie, jakąś mutacją, z powodu której ma się nadmiar adrenaliny i czerwonych krwinek:) co do ryzyka małżeńskiego układu i ryzykowania go dla wirtualnych podniet, to sprawa ma się inaczej. Jak ktos już działa w tej sieci szukając czegoś, to jest to ewidentny znak, że czegoś mu w związku brak i nie jest to w sumie ryzyko. tylko kompensacja. a co do ostatniego zdania to sie zgadzam:)
Gość: milla, proxy.net.pulawy.pl
2006/03/24 13:45:09
doswiadczenia maja to do siebie,ze sa dobre, jakiejkolwiek natury by one nie byly,czasem tylko problem w tym,ze te zle, rozpatrujemy jako porazke,a one sa jedynie lekcja do przerobienia,bo co by bylo gdyby dziecko, ktore uczy sie chodzic, dalo sobie spokoj przy pierwszym upadku?
2006/03/24 20:51:44
jak dla mnie, to często warto ryzykować, ale nie warto iść w ogień. nie każdy jest feniksem ;)
2006/03/25 19:25:18
Tak! Tak! Ćma! To dobre jest! "I'm sooo stuupid!" jak powiedział Garfield. ;) Meteo, może i masz rację, że jeśli ktoś szuka na boku, to dlatego, że coś sobie rekompensuje. Na pewno, ale dlaczego piszesz "szuka w sieci"? Są tacy co i poza siecią mogą ;)
Ja chyba nie mam w sobie ryzykanta, i każda podjęta próba skutecznie zniechęca mnie od podejmowania kolejnej. I chyba znów się zniechęciłem. Bywa, że nie wszytko jest różowe i mimo, że człowiek chce, zależy i się bardzo stara, to i tak mu nie wychodzi. Ale Milla ma rację. Jeśli znów kiedyś nie spróbuję, to się przecież chodzić nie nauczę... :) 2006/03/26 14:44:45
tak ideal, ale w siecie to mozna to robic tak wiesz, niby cichcem, niby niepostrzeżenie, czyli dłużej sie oszukiwać, że coś jest niehalo w związku:) bo realnie, oczywiście, że mozna, ale wtedy ryzyko jest bardziej ewidentne, a niektórzy wolą życ iluzjami, także na swój własny temat, capisco?:)
2006/03/26 17:20:38
Meteo, coś czuję, że poruszę ten temat. Grono 5 stałych czytelników się ucieszy ;P
Gość: ~MOna, 80.51.236.19*
2007/03/23 10:30:35
co to jest ryzyko.... jak nie wiesz zapytaj mnie. do tej pory żałuję 1000 rzeczy, ale dzięki temu jestem kimś . A czy było warto narażać się na niebezpieczeństwa myślę,że tak, bo dzieki temu czuję się wolna i nei jestem sfrustrowanym kawałkiem mięsa jak reszta zahukanego społeczeństwa. A jeśli chodzi o hazard...hmmm ... to chyba jest choroba cywilizacyjna, bo jeśli ktoś ma wygrać to wygra i niekoniecznie 100000000 PLN ile szczęście i satysfakcję. ..bla bla..
;>>> |
|