|
To wcale nie jest pamiętnik, czyli o subiektywnym postrzeganiu oraz pluciu i łapaniu.
Blog > Komentarze do wpisu
Organizacja, czyli na nic kurwa nie mam czasu
Wszyscy jesteśmy niezorganizowani! Cały czas narzekamy, że na nic nie mamy czasu, a tak naprawdę, to tylko i wyłącznie nasza wina! Opieprzamy się całymi dniami, a nasza nieumiejętność planowania powoduje, że ciągle narzekamy na to, że nie zdążyliśmy czegoś załatwić, nie mamy kiedy pójść na piwo z kolegami, pościemniać jakieś fajnej panny, albo przejść się ze znajomymi do kina, na pizzę, albo najzwyczajniej ponicnierobić przed telewizorem, czyli po prostu prowadzić tzw. „życie pozazawodowe” (pozaszkolne jak kto woli). A tak naprawdę jeśli ktokolwiek jest winny tego, że nie masz na nic czasu, to nie jest to Twój krwiożerczy pracodawca, ani motorniczy wiecznie spóźnionego tramwaju. Jedynym winnym w tej sytuacji jest... no tak... Ty jesteś do licha ciężkiego! Podobno jest tak, że im więcej rzeczy bierzesz sobie na głowę... tym więcej masz czasu wolnego. Poważnie! Zresztą pamiętam takie sytuacje ze studiów. W ramach tego, że 22h zajęć tygodniowo to było już strasznie dużo i w ogóle nie miałem czasu na nic bo pracowałem po 20h w tygodniu, postanowiłem sobie dołożyć fakultet i następne 8h. Jak już się zrobiło 48h tygodniowo zajęć, to czas było dodać do tego jakieś zajęcia dla własnej przyjemności. I tak im bardziej zapisywałem kalendarz, tym bardziej widziałem gdzie się jeszcze coś da wcisnąć... Oczywiście są tacy, którzy biorą sobie na głowę mnóstwo zajęć i nie są w stanie ich racjonalnie poplanować. To są tak zwane jelenie.;P No dobra. To skoro już ustaliłem, że wstaję o 6 rano i około 19 jestem w domu i po obiedzie to czas zacząć planować pozostałą część dnia. A może od razu zabierzmy się za cały tydzień? Poniedziałek Gruby jestem. Firma stawia piłkę nożną! Cudownie. O której? O 17:30 i to do tego na drugim końcu miasta. Ta. Wstanę do pracy równo na 8 to wyjdę o 17 i może na styk zdążę na 17:30. Piłka trwa do 19. W domu po obiedzie będę o 20:30. Spać chodzę o 23:00 czyli mam dwie i pół godziny. Wolne! Cudownie. Jest pierwsze okienko! Dupa boli po piłce. Wtorek Ukulturalniam się! Na jednej z uczelni są organizowane całkiem fajne pokazy slajdów i zdjęć które ludzie zrobią podróżując po dziwnych miejscach. Siedzą, opowiadają ciekawe historie! To jest to. I może jakąś laskę spotkam. Prosto po obiedzie do miasta! A potem trzeba się wyżyć! Na 21:00 Salsa! Zachwycony kręcącym się z niebywałą gracją podwoziem Aleksandry K. w pewnym programie w pewnej telewizji postanawiam się nauczyć! Będzie „Taniec z Pomarańczami”! Dzień się kończy, dupa znów boli. Środa Mam grubą dupę! A do tego znajomy ciągle narzeka, że nie ma z kim chodzić na squasha więc może zacznę chodzić z nim? No jasne! Przecież ja się chcę odchudzić! Jeszcze przed obiadem, prosto z pracy będę chodził na squasha! Potem obiadek i leżenie... Ale, ale... Nie ma przebacz. Kolega z liceum zadzwonił i powiedział, że chodzi na 22 na basen i że wie, że mam grubą dupę i że nie przepłynę w 45min 1,5km. Dobra. Drugim reprezentantem Kataru nie zostanę, ale co mi tam. Przed zaśnięciem poza dupą w środy będą również łapy bolały. Czwartek Będę lepszą partią! Nauczę się jeździć na koniu. Jak na razie wiem gdzie to zwierze ma dziób i rufę, jak się steruje i dlaczego nie przechodzi się za końmi (kurde bolało...). Czasochłonność na poziomie – „wychodzę z pracy, jem obiad, jadę na konie 30km, jeżdżę, wracam z koni, idę spać”. No ale co zrobić. Chcę jeździć jak główna bohaterka serialu „Janka” tudzież jej kolega Julek, to muszę walczyć. Dzień się kończy – dupa znów boli. Piątek Ląsuję się. W ostatnim Mens Healthie (majowym no) przeczytałem, że poznanie kobiety jest najłatwiejsze jak się jest bywalcem! Postanowiłem sobie znaleźć jakąś fajną knajpę, najlepiej taką w której się tańczy, bo wtedy laski są chętniejsze na fizyczne doznania (co ja bym bez MH zrobił?). Poza tym jeszcze trzeba chodzić z ekipą z LO, z pracy, ze studiów, z przedszkola na piwo. Dobra, to każda ekipa raz w miesiącu pójdę na 20 a o 23 będę stawał się bywalcem celem zapoznawania damsko męskiego. Znów będzie bolała dupa. Raz od tańczenia, raz od kopa tego kolesia co przyszedł z tą blondyną... Weekend Posprzątałbym chatę. Tylko problem jest. W ten weekend znajomi ciągną nad morze. W następny na regaty na morze, za trzy weekendy kumpel robi grilla z okazji urodzin wyjazdowego więc cała sobota i cała niedziela w łeb biorą, za miesiąc w weekend jadę do Krakowa, za 5 tygodni do Wrocławia, a za 6 tygodni chcą do mnie przyjechać znajomi którym obiecuję od roku... Po weekendzie to tylko głowa boli. Dupę należy oszczędzać ;) To kiedy ja posprzątam? Wiem! W poniedziałek mam 2,5h wolnego! Osz kurde. Ale obiecałem rodzicom, że im będę pomagał w czymś raz w tygodniu, do tego jeszcze w poniedziałek wieczorem miałem wychodzić do kina z koleżanką ściemnioną w piątek na bywalca (albo w jakiś inny dzień na cokolwiek innego), spotykać się na piwo z najlepszym kumplem, jeździć na rowerze z koleżanką z przedszkola, oddać się mojemu nowemu hobby jakim jest haftowanie, robić wpisy na bloga (bo w inne dni nie mam czasu), załatwić wszystkie życiowe papiery (zeznania podatkowe, rachunki popłacić itp.), zaprosić przyjaciół na kolację, grać na komputerze i takie tam pierdy w poniedziałek wieczorem miałem robić. Po przemyśleniu: Porządek będę robił na bieżąco. W poniedziałek mogę przejść się ze ściemnioną panną do kina wcześniej i nie jedząc obiadu, we wtorek po Salsie mogę sobie pograć na komputerze i walnąć coś na blogaska, we środę między basenem a squashem spokojnie wcisnę pół godziny dla rodziców i opędzę rachunki i papierkologię, we czwartek na konie mogę pojechać wcześniej i bez problemu spotkam się z najlepszym kumplem na piwo albo zaproszę przyjaciół na kolację, z koleżanką na rowerze mogę pojeździć w piątek przed knajpą, haftować będę się uczył w pociągu jadąc nad morze, w góry, do Warszawy, Krakowa, Wrocławia, Berlina czy gdzie tam mnie niesie. Mało tego, w drodze powrotnej poczytam sobie jakąś nową trendy książkę... Jak więc widzisz drogi czytelniku, wszystko co tylko chcesz upakować w tygodniu spokojnie się zmieści, wystarczy go tylko dobrze rozplanować. Pozostaje tylko jedno zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie: Kiedy ja kurwa będę leżał i nic nie robił? środa, 31 maja 2006, idealnie_pomaranczowy
Komentarze
2006/06/07 09:38:40
To w sumie jest dobry pomysł na temat. ;) O tych którzy zawsze wszystko robią na ostanią chwilę. O motywacji też będzie :D
2006/06/18 21:18:19
to ja pracownik kurwa miesiąca
pierwszy tydzień od 9 do 21 bo projekt, bo deadline bo kurwa coś w tym tygodniu miałam miec wolne wieczory ale idę do drugiego działu na zastępstwo a tam też projekt sie kończy i jeszcze przychodzą nowi do pracy a ja jako najmłodsza w zespole bedę przyjmowac i czas na naukę do egzaminu mam po 22 ale z seksu nie zrezygnuję o nie ! 2006/06/22 11:19:57
LOL. Pracownik kurwa miesiąca... A ja nie dość, że w pracy nie mam jak się zająć prywatą, to jeszcze mi od miesiąca komputer w serwisie trzymają i nawet nie raczą powiedzieć kiedy kurwa się zdecydują na jego naprawę...
Hm. Z seksu powiadasz? Dobra,wpadaj.Też rezygnować nie zamierzam ;)) 2006/08/10 22:44:26
idealny, ja się nie upominam, ale sierpień mamy. jakieś notki, czy ten blog to już tablica pamieci? :)
Gość: Pomarańcza, inptr-68-2.comarch.com
2006/08/11 08:08:54
Nie mam pojęcia. Nikt już tu chyba nie zagląda, więc pewnie tablica pamięci ;) Ale może któregoś dnia mnie najdzie na ekshibicjonizm. Pracownik miesiąca mi się przypomina. Ten z notatki wyżej... ;) Praca, dom, praca, dom... Życie dorosłego jest kurwa bez sensu... ;)
2006/08/12 14:18:55
pewnie nie tylko ja zaglądam i dalej będę. życie dorosłych to jakaś ściema wogóle. zgadzam się :) pozdrawiam
2006/09/15 15:30:52
nie tylko ml-ka tu zagląda:)
a pryzpomina mi się jak chciałabym być dorosła ... 2006/09/16 21:32:17
Ja też kiedyś chciałem być dorosły...
Kurde, może znów zacznę prowadzić tego bloga? Czasami mi tego brakuje... |
|
Poza tym mam tylko 8 (słownie osiem!) godzin obowiązkowych zajęć na uczelni w tygodniu, ale nie skłoniło mnie to do zaplanowania zbyt wielu kreatywnych zajęć pozaszkolnych, więc moja wątroba ciężko przeżyła ten semestr. No i w związku z tym licencjat piszę teraz na odwal na kolanie po nocach, bo jutro termin, a mi brakuje 10 stron :)
Bumelanci i niebieskie ptaki całego świata łączcie się!! :D